Parafia Miłosierdzia Bożego

w Kamiennej Górze

Polski Narodowy Katolicki Kościół w R. P.

3 MAJA 2015
V niedziela wielkanocna
Dz 9,26-31
1 J 3,18-24
J 15,1-8

Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Wytrwajcie we Mnie, a Ja /będę trwał/ w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - o ile nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.

19 KWIETNIA 2015
III niedziela wielkanocna
Dz 3,13-15.17-19
1 J 2,1-5a
Łk 24,35-48

Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: Pokój wam! Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: Macie tu coś do jedzenia? Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich. Potem rzekł do nich: To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach. Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma, i rzekł do nich: Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego.
„ Wy jesteście świadkami tego” (Łk 24,48)

Podczas wojny domowej na Bałkanach w wyniku ostrzału armatniego skierowanego na jedną z miejscowości, gdzie mieszkała większość katolików uległ zniszczeniu piękny, mały, zabytkowy kościółek pod wezwaniem Najświętszego Serca Jezusowego. W centralnym punkcie owej świątyni znajdowała się przepiękna marmurowa figura Chrystusa Pana. Zbawiciel miał wyciągnięte dłonie, które zdawało się same mówiły: „ Przyjdźcie do Mnie wszyscy”. W tę figurą uderzył kawałek walącego się stropu. Gdy po zakończonym ataku ludzie weszli do kościoła, piękna figura Chrystusa leżała na posadzce. Okazało się, że praktycznie cudownie ocalała, jedynie dłonie Chrystusa były utrącone. Ustawiono figurę w miejscu, gdzie poprzednio stała. Teras nasz Zbawiciel wyciągał ręce ale bez dłoni. Po skończonych działaniach wojennych do miejscowości przyjechali obserwatorzy Organizacji Narodów Zjednoczonych aby zaprowadzić tam ład i porządek. Jeden z nich wszedł do kościoła i długo modlił się przed figurą. Po pewnym czasie wyjął kartonik, długopis i coś napisał, następnie powiesił kartonik na prawej ręce. Przychodzili potem inni ludzie i czytali takie słowa: „ Nie mam już innych dłoni tylko wasze”.
Zauważmy kochani, że słowa zapisane na kartoniku przez przedstawiciela ONZ –u nie różnią się wiele od tych słów, które kieruje Chrystus w dzisiejszej Ewangelii do swoich apostołów i do ich następców, mówiąc: „ Wy jesteście świadkami tego”.
Ukazując się apostołom po raz kolejny po swoim zmartwychwstaniu, Chrystus umacnia najpierw ich wiarę. Mówi do nich: „ Czemu jesteście zmieszani i czemu wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: To ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Gdy się już upewnili, Jezus nawiązał do Pisma Świętego: „ Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w prawie Mojżesza u Proroków i w Psalmach. Tak jest napisane: „ Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom… Wy jesteście świadkami tego”.
Jak więc widzimy kochani, Chrystus zrobił wszystko co było możliwe, aby apostołowie byli dobrymi świadkami. Nie tylko bowiem słyszeli Chrystusa, ale również widzieli Go i dotykali. Dodatkowo Jezus „ oświecił ich umysły aby rozumieli Pisma”. Tak utwierdzeni w wierze i oświeceni świadczyli o Nim do końca swego życia. Jedenastu z nich przypieczętowało to świadectwo własną krwią, oddając życie dla Chrystusa.
„ Wy jesteście świadkami tego”. Słowa te skierował Jezus nie tylko do apostołów, ale i także do nas kochani. Każdy z nas powinien świadczyć o Chrystusie tak, jak potrafi najlepiej. Powinniśmy świadczyć, że Chrystus jest naszym Bogiem i naszym Zbawicielem, że aby nas zbawić dał się umęczyć, ukrzyżować. Że Zmartwychwstał, żyje i króluje nie tylko w niebie ale przede wszystkim w naszych sercach.
O tym, że Chrystus jest Bogiem, że prawdziwie zmartwychwstał i żyje z naszych sercach, powinniśmy przede wszystkim świadczyć kochani przykładem naszego codziennego życia. Chrystus wstąpił do nieba i nie może tak jak kiedyś przemierzać ziemi, nie może nauczać, nie może czynić tego wszystkiego co czynił przed Wniebowstąpieniem, ale możemy i powinniśmy czynić to my, Jego wyznawcy, Jego świadkowie. Dlatego nie tylko kapłani, nie tylko ludzie życia konsekrowanego ale każdy z nas powinien starać się być „przedłużeniem” Chrystusa żyjącego współcześnie w naszych czasach i warunkach. Każdy z nas powinien być takim człowiekiem, poprzez którego Chrystus dalej żyje, dalej naucza, pracuje, poświęca się i kocha oraz zbawia.
Świadkami Chrystusa jesteśmy także wtedy, gdy dzielnie znosimy wszelkie prześladowania, drwiny, obmowy, wszelkie cierpienia, krzyże, przeciwności dla Niego i Jego Dobrej Nowiny. O tym, że ten sposób świadczenia o Chrystusie jest niezwykle ważny, niech przekona nas następująca historia.
Pani Ania pobożna parafianka parafii Bachowice koło Spytkowic trafiła do szpitala z podejrzeniem nowotworu trzustki. Na oddziale Onkologicznym w Oświęcimiu diagnoza lekarza z Gminnego Ośrodka Zdrowia potwierdziła się. Trafiła pod opiekę doktora Andrzeja, który był jak się później sam przyznał deklarowanym niewierzącym. Pani Ania dowiedziała się od niego, że zostało jaj kilka miesięcy życia. Jak znamy kochani z doświadczenia, to zazwyczaj lekarz stara się w takim przypadku pocieszać pacjenta. Tym razem stało się inaczej. Pani Ania silna wiarą nie tylko nie potrzebowała pocieszenia, lecz sama podtrzymywała lekarza na duchu. Ile razy doktor Andrzej odwiedzał ją, tyle razy odczuwał w jej zachowaniu jakiś nadzwyczajny, nieludzki spokój. Zaczęło go to intrygować. Dlatego pewnego razu podczas wizyty otwarcie powiedział: „ Podziwiam to, w jaki sposób znosi pani swoje cierpienie i chorobę i zastanawiam się, co jest źródłem tego spokoju”. Wtedy pacjentka wskazała na wiszący na ścianie krzyż i odpowiedziała: „ Chrystus, który umarł za mnie na krzyżu, pomaga mi pogodzić się z losem i znosić moje cierpienia”. Pełna wiary odpowiedź pani Ani sprawiła, że ten niewierzący lekarz zaczął głęboko się nad tym zastanawiać. Po kilku miesiącach odnalazł swoją drogę do Boga.
Powiedział kiedyś mądry i głęboko wierzący człowiek, że chrześcijanin powinien iść tam, gdzie nie ma żadnego światła, aby samemu świecić. Popatrzmy dziś kochani w nasze serca i zapytajmy samych siebie: czy poprzez naszą wiarę, przykład naszego życia i mężne znoszenie cierpień i doświadczeń, staramy się być dla ludzi światłem, rozpraszającym mroki niewiary i zwątpienia?
Dziękując dziś Chrystusowi za jego miłość do nas i za Jego święte słowa przypominające nam o tym, że powinniśmy być Jego świadkami i apostołami, módlmy się słowami modlitwy:
Panie, daj nam oczy, by widzieć, serce, by kochać i oddech, by przetrwać.
Gdy Cię prosimy o oczy, to błagamy usilnie, daj nam Twoje oczy, abyśmy wiedzieli tak, jak Ty widzisz ludzi, świat i historię, naszą własną historię.
Daj nam serce, by kochać, serce z krwi nie z kamienia, abyśmy kochali Boga i ludzi.
Daj nam Twoje tchnienie do modlitwy z głębin, do modlitwy, której Ty jesteś natchnieniem, która rodzi się w nas, która tęskni za Pełnią Pana, i woła o Twój powrót.
AMEN

12 KWIETNIA 2015
II niedziela wielkanocna, czyli Miłosierdzia Bożego
W naszej parafii święto patronalne.
Dz 4,32-35
1 J 5,1-6

J 20,19-31
Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: Widzieliśmy Pana! Ale on rzekł do nich: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz /domu/ i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż /ją/ do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój! Powiedział mu Jezus: Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego.
Witam was bardzo serdecznie moja kochana wspólnoto parafialna Miłosierdzia Bożego w Kamiennej górze drogi ks. Proboszczu ,droga Rado Parafialna ,dziękuje że mogę tu być z wami i modlić się polecając Miłosierdziu Bożemu nas tu zebranych .
Dziś Święto Patronalne naszej Parafii i nadszedł czas bym skierował słowo do was .Proszę poprawcie mnie jak bym się pomylił,............
Prawdę o Bożym Miłosierdziu streszcza znany nam dobrze obraz Jezusa miłosiernego. Jezus kroczący ku każdemu spoglądającemu na nas, wyłaniający się z półmroku, z wyraźnymi stygmatami, wskazujący na zranione serce, z którego wypływa światło. Te promienie chcą ogarnąć, oczyścić i ogrzać wszystkich i uniesiona w geście błogosławieństwa dłoń, błogosławi – rozgrzesza. „Spójrzcie na Pana, a rozpromienicie się radością, oblicza wasze nie zapłoną wstydem
Miłosierdzie – najpiękniejsza prawda o Bogu – o tym, że nas kocha, że jest bogaty w miłosierdzie, że Jego miłość chce przebaczyć każdemu – nawet największy grzech, dając szansę na rozpoczęcie nowego życia. Nie ma potężniejszej siły niż miłość Boga do człowieka. Ta miłość pokonała wszelkie zło, dała możliwość wyzwolenia z niewoli grzechu, nadała sens cierpieniu, pokonała nawet śmierć. Okres wielkanocny jest jak najbardziej odpowiedni, aby wołać z całych sił: Jezu, ufamy Tobie! oraz, aby odważnie brać w rękę różaniec i wołać za cały świat, wołać za innych, zatwardziałych grzeszników, wołać: Miej miłosierdzie dla nas i całego świata.
Chrystus sam domagał się od św. Faustyny Kowalskiej, aby ta dzisiejsza niedziela była nazwana Niedzielą Miłosierdzia Bożego. Ja pragnę, aby było to święto Miłosierdzia. Chcę, aby ten obraz, który wymalujesz pędzlem, był uroczyście poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy; ta niedziela ma być świętem Miłosierdzia. Nie znajdzie żadna dusza usprawiedliwienia dopóki nie zwróci się z ufnością do miłosierdzia mojego, i dlatego pierwsza niedziela po Wielkanocy ma być świętem Miłosierdzia. I mówi dalej o swoim miłosierdziu: Mów światu o Moim miłosierdziu, niech pozna cała ludzkość niezgłębione miłosierdzie Moje. Jest to znak na czasy ostateczne, po nim nadejdzie dzień sprawiedliwy. Póki czas niech uciekają się do źródła miłosierdzia Mojego, niech korzystają z krwi i wody, która dla nich wytrysła.
Słowa Jezu Ufam Tobie -W dzisiejszym świecie przepełnionym niepewnością i swego rodzaju lękiem, nie wiele mówi się na temat ufności, zaufania i to nie tylko w stosunku do ludzi, ale nade wszystko w relacji Bóg-człowiek. Dlatego na samym początku wyjaśnijmy sobie czym ona jest. Ufność to nie uczucie, ani rozumowe przyjęcie pewnych prawd. Ufność jest całożyciową postawą człowieka wobec Boga, która wypowiada się w pełnieniu Jego Woli. Ona właśnie przynosi ludzkiemu sercu pokój i trwałe szczęście. Aby jednak doświadczyć tych Bożych darów trzeba pokonać barierę lęku i dystansu, a całkowicie oddać się Jezusowi. Musimy wiedzieć, że z wielkim trudem wyrabia się taką postawę, ponieważ moce zła nieustannie walczą o nas - zły duch potrafi posunąć się bardzo daleko, aby nie dopuścić do całkowitego złożenia ufności w Panu. Im cięższa i trudniejsza walka - tym większe zwycięstwo. Nie wolno poddawać się - ponieważ po naszej stronie stoi Ten, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. On zawsze wspiera swą łaską. Jeśli tylko z naszej strony pojawi się najmniejszy gest dobroci - On jak troskliwa matka wyciągnie ku nam swe ramiona. "Najwięksi grzesznicy dochodziliby do wielkiej świętości, gdyby tylko zaufali". Tak wielką wartość w oczach Pana ma ufność. Na ile dzisiaj mnie stać, by tak całkowicie z zamkniętymi oczyma rzucić się z ufnością w ramiona Ojca? O wiele łatwiej jest ufaj Jezusowi w teorii, a o wiele trudniej w praktyce. Szczególnie wówczas gdy dotyka nas cierpienie, przygniata krzyż, a siły odbiera niemoc. Prawdziwa miłość w chwilach trudnych - mimo sprzeciwów zbliża do Boga, uszlachetnia uczucia, utwierdza na drodze wiary i zaufania. Św. Faustyna mówi: "w najcięższych mękach wzrok swej duszy zatapiam w Jezusa ukrzyżowanego; nie spodziewam się pomocy od ludzi, ale ufność swą w Bogu mam, w Jego niezgłębionym miłosierdziu jest wszelka nadzieja moja". Jednak najdoskonalszy przykład postawy pełnej ufności możemy czerpać z Jezusa, który z wysokości krzyża, w wielkim cierpieniu wypowiada koronne słowa: "Ojcze w ręce Twoje powierzam ducha Mojego". Wyrazem naszego zaufania Jezusowi w codziennym życiu niech stanie się szczerze z serca wypowiadany akt strzelisty:
Moi kochani pragnę przypomnieć że nasz ks. biskup Jerzy w swoim zawołaniu biskupim ma właśnie te trzy piękne słowa Jezu Ufam Tobie ,
ZACZYNAM DZIEŃ WALKĄ I KOŃCZĘ DZIEŃ WALKĄ-ledwo sie uprzątnę z jedną trudnością to na jej miejsce powstaje dziesięć do zwalczenia .Ale nie martwię się tym rzucam się w objęcia Ojca Niebieskiego i UFAM ze nie zginę ..
AMEN
ks. diakon Daniel

29 MARCA 2015
Niedziela Palmowa
Męki Pańskiej
Iz 50,4-7
Flp 2,6-11
Mk 14,1-15,47
Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa
według świętego Marka.
Rozpoczynamy kochani Wielki Tydzień. Odczytywane dziś słowa proroka Izajasza stawiają wymowne świadectwo stosunku Jezusa do zbliżającej się męki. W całkowitym poddaniu się woli Ojca Jezus przyjął okrucieństwo i nieludzkie traktowanie ze strony swych prześladowców. Jednocześnie był tak świadom miłości swego Ojca, że mógł przyjąć za swoje słowa proroka: „ Wiem, że wstydu nie doznam” ( Iz 50,7 ).
Popatrzmy kochani jaki to wspaniały przykład dla nas! Oto jak powinniśmy przeżyć ten tydzień i jak powinniśmy odzwierciedlić w swoim życiu rozważane przez nas tajemnice. W Wielkim Tygodniu mamy słuchać Jezusa i uczyć się od Niego, jak powinno wyglądać nasze życie.
Ten tydzień może być dla nas kochani bogatym w błogosławieństwa, jeśli będziemy starali się upodobnić do Jezusa, który jak pisał Apostoł Paweł do Filipian: „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi… uniżył samego siebie, stawszy się posłuszny aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego Bóg Go nade wszystko wywyższył” i jako Syn Boży, uczestniczył odwiecznie we wszechwiedzy i wszechmocy Boga, oraz we wszystkich pozostałych przymiotach Boskich, objawionych nam w Piśmie Świętym. Pomyślmy Kochani przez chwilę co znaczyło dla Jezusa ogołocenie samego siebie, przyjęcie cierpienia i śmierci. Rozważmy kochani, jak chwalebny i pełen triumfu był Jego powrót do majestatu chwały przeznaczonej dla Niego w odwiecznych planach Boga. Zastanówmy się kochani, czy możemy uczynić coś stosowniejszego niż tylko uklęknąć w niemym podziwie i uwielbieniu? Dobrze jest siostry i bracia szczególnie w tym czasie, w tych dniach spędzać czas na głębszym rozważaniu Słowa Bożego. Autorzy Pisma Świętego napisali to, co Bóg im odsłonił z tajemnicy swej świętości oraz miłości. Spisali to, co Bóg dał im poznać o swoich zamysłach. Módlmy się kochani, by w czasie Wielkiego Tygodnia przez modlitwę oraz lekturę Pisma Świętego Bóg wzniósł ku sobie nasze serca także umysły, abyśmy pełniej poznali Tajemnicę Jego istoty.
Nadchodzący tydzień jest dla nas również czasem spotkań z siostrami i braćmi podczas liturgicznego wspominania misterium naszego Zbawiciela. Złączmy się więc kochani z innymi członkami Ciała Chrystusowego, aby wspólnie uczestniczyć w liturgii Triduum Paschalnego czyli w wydarzeniach, które przyniosły nam zbawienie.
Proroctwo mówi o Panu, który obdarzył „Mnie” – w tradycji chrześcijańskiej chodzi o Jezusa – „ językiem wymownym, bym umiał przyjść z pomocą strudzonemu” – strudzonemu, czyli każdemu z nas. W modlitwach Wielkiego Tygodnia i w naszej prywatnej modlitwie oraz czytaniu Pisma Świętego wsłuchajmy się kochani w głos Jezusa mówiącego do nas i pozwólmy Jego słowu przyjść z pomocą naszej słabości. Jezus słuchał słowa Ojca. Oddał się bez reszty pełnieniu Jego woli, abyśmy my mogli w pełni uczestniczyć w nowym życiu, jakie dla nas wyjednał. Słuchajmy Go siostry i bracia i módlmy się. W modlitwie mówimy do Niego a On do nas. Wsłuchując się w treść Ewangelii przepowiadanej nam podczas liturgii i rozważając prywatnie słowo Boże, poznawajmy życie Jezusa, ożywiajmy w sobie pragnienie odwrócenia się od tego co stare, czyli od starego życia i odnowienie w nas Boskiego obrazu.
Niech modlitwa z dzisiejszej liturgii stanie się naszą osobistą modlitwą: „ Wszechmogący, wieczny Boże, aby dać ludziom przykład wiary do naśladowania, sprawiłeś, że nasz Zbawiciel przyjął ciało i poniósł śmierć na krzyżu. Daj nam pojąć naukę płynącą z Jego męki i zasłużyć na udział w Jego zmartwychwstaniu. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków”. 

22 MARCA 2015
V niedziela Wielkiego Postu
Jr 31,31-34
Hbr 5,7-9
J 12,20-33

Wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon /Bogu/ w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go mówiąc: Panie, chcemy ujrzeć Jezusa. Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi. A Jezus dał im taką odpowiedź: Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec. Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, wsław Twoje imię. Wtem rozległ się głos z nieba: Już wsławiłem i jeszcze wsławię. Tłum stojący /to/ usłyszał i mówił: Zagrzmiało! Inni mówili: Anioł przemówił do Niego. Na to rzekł Jezus: Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie. To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć.
„ Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” / J 12,24/
Kochani siostry i bracia w Chrystusie Panu. Analizując teksty lekcji liturgii słowa przypadające na V Niedzielę Wielkiego Postu przypomniałem sobie, że w II Księdze Machabejskiej znajduje się fragment pasujący do dzisiejszych czytań. Jest to jedna z najpiękniejszych historii Starego Testamentu. Oto pogański król Epifanes, który włada Palestyną, wszystkimi możliwymi sposobami stara się wyrwać z serc Izraelitów wiarę w jedynego Boga. Tego Boga, który tak cudownie opiekował się narodem wybranym e jego historii, który wyprowadził Izraelitów z niewoli egipskiej. Używając siły Epifanes zmusza Żydów do składania ofiar pogańskim bożkom.
Pewnego dnia przed oblicze króla przyprowadzona została Izraelitka ze swoimi siedmioma synami. Król rozkazał im wszystkim jeść wieprzowinę oraz złożyć ofiarę bożkom. Zapowiedział im, że jak tego nie uczynią, to czekają ich tortury i śmierć. Bohaterska matka nie tylko nie pozwala synom złożyć ofiary pogańskim bożkom, ale dodaje im ducha w czasie strasznych tortur, które doprowadziły do śmierci młodzieńców. Na ostatku i ona poniosła śmierć męczeńską.
Podobnie jak ta dzielna matka my również wiele razy w naszym życiu stajemy przed koniecznością wyboru: Musimy opowiedzieć się za Bogiem i Jego świętym prawem, albo przeciw Niemu. Wybrać czasami śmierć tu na ziemi po to, aby żyć wiecznie z Bogiem w niebie.
Taką właśnie wymowę mają słowa Chrystusa, które czytamy w dzisiejszej Ewangelii: „ Zaprawdę powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nie nawiedzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wiecznie”. / J 12, 24-25/
Postarajmy się kochani dobrze zrozumieć powyższe słowa Chrystusa. Bogu nie zależy na naszej śmierci. Jak bowiem mówi Księga Mądrości: „ Śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było”.
Chrystusowi zależy na czymś innym, mianowicie kochani chodzi Mu o to, abyśmy zawsze byli gotowi umrzeć dla tego co nie jest w nas Boże, abyśmy nieustannie umierali dla zła i grzechu. Zaś umierać dla zła i grzechu to nic innego tylko zawsze starać się pełnić wolę nie swoją, tylko wolę Boga. Umierać dla samego siebie po to, aby żyć dla Boga.
Przykład takiego umierania i pełnienia woli Bożej do końca dał nam Pan Jezus modląc się w Ogrodzie Oliwnym: „ Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” / Łk 22,42/.
Zastanówmy się kochani przez chwilę nad tym, co to konkretnie znaczy umierać dla swojej woli po to, aby pełnić wolę Boża? Przypuśćmy moi drodzy, że ktoś z naszych bliskich czy przyjaciół ostrzegł nas, że grozi nam wpadnięcie w nałóg alkoholowy, zauważył bowiem, że za dużo i za często sięgamy do kieliszka, lecz my wypieramy się wbrew ewidentnym dowodom, że tak jest. Umrzeć w tym wypadku dla swojej woli, to nic innego tylko przyznanie się do tego, że mamy problem i powinniśmy szukać pomocy.
Przypuśćmy, że ktoś z naszych bliskich lub przyjaciół zranił nas boleśnie jakimś nieodpowiednim słowem lub czynem. Boli nas to ogromnie i chowamy do niego w naszym sercu ogromny żal i urazę. Umrzeć w tym wypadku dla naszej woli, to nic innego jak przebaczyć z serca temu człowiekowi i z powrotem traktować go z miłością.
Weźmy kochani choćby najprostszy przykład, który tak często zdarza się w życiu. Ktoś zwraca nam z jakiegoś powodu uwagę i wcale nie chodzi mu o to, aby nas tym urazić, chce raczej naszego dobra. Oczywiście, że może to czasami zaboleć i możemy czuć się upokorzeni i obrażeni. Tym niemniej w tym wypadku umrzeć dla własnej woli, to nic innego tylko przyjąć tę uwagę z pokorą i nie chować w sercu urazy.
Umieranie dla swojej woli nie jest wcale łatwe, ale jak uczy nas Chrystus, jeżeli nie będziemy umierać dla tego co jest złe i grzeszne w naszych sercach, nie przyniesiemy owocu. Właśnie takie znaczenie mają słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: „ Jeżeli ziarno pszeniczne wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity”. To my kochani jesteśmy tym ziarnem pszenicznym, które ma nieustannie obumierać dla zła i grzechu po to, aby rodzić owoce dla Boga, i w ten sposób osiągnąć życie wieczne.
Kochani, siostry i bracia! Naśladujmy Chrystusa w umieraniu dla swojej woli oraz pełnieniu woli Jego i naszego Ojca. Naśladujmy Chrystusa, który modlił się w Ogrójcu: „ nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie”. 

15 MARCA 2015
IV niedziela Wielkiego Postu
2 Krn 36,14-16.19-23
Ef 2,4-10
J 3,14-21

A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu.
„ TAK BOWIEM BÓG UMIŁOWAŁ ŚWIAT, ŻE SYNA SWEGO JEDNORODZONEGO DAŁ, ABY KAŻDY, KTO W NIEGO WIERZY, NIE ZGINĄŁ, ALE MIAŁ ŻYCIE WIECZNE.
/ J 3,16/
Kochani Czciciele Bożego Miłosierdzia. Siostry i bracia. Gdy przebywałem w seminarium przeczytałem dużo książek lecz szczególnie w pamięci utkwiła mi jedna pozycja anglojęzycznego pisarza Franciszka Thompsona pod tytułem: „Pies Gończy Niebios”. Była to opowieść biograficzna opisująca losy autora. Autor opisuje jak to w swoim życiu próbował uciekać przed Bogiem. Jako młody chłopak Franciszek zapragnął zostać księdzem. Niestety, jak to sam określił, jego lekceważący stosunek do nauki i lenistwo doprowadziły do tego, że ojciec sam wybrał mu kierunek nauki i zapisał go na studia medyczne. Ale i tu niezbyt dobrze mu się wiodło. Z własnej winy wpadł w złe towarzystwo, zaczął sięgać do kieliszka i po narkotyki. W konsekwencji został usunięty z uczelni. Do domu nie chciał wrócić, więc pozostało mu żyć na ulicy jako bezdomny. Na używki zarabiał czyszcząc buty, żebrząc, sprzedając gazety a niekiedy żeby przeżyć parał się kradzieżą. Wskutek prowadzenia takiego trybu życia doprowadził się do takiego skrajnego wyczerpania, że mało co nie umarł pod jednym z mostów. Na szczęście poznał ubogą, ale uczciwą dziewczynę, która wyciągnęła go z tego piekielnego dna i poznała z dobrymi ludźmi, a oni pomogli mu zmienić jego dotychczasowe życie.
Całą zasługę swego nawrócenia i powrotu na drogę dobra i miłości przypisuje autor tego dzieła Jezusowi Chrystusowi, porównując Go do „ Boskiego Myśliwego”, który z miłością kroczył za nim, nie dawał mu spokoju, dopóki nie upolował jego duszy.
Podobnych uciekinierów przed Bogiem było w historii wielu. Choćby łotr na kkrzyżu, którego nazywamy dobrym, a którego Jezus – „ Boski Myśliwy” złowił w ostatniej chwili, tuż przed jego śmiercią, wypowiadając do niego słowa: „ Dziś ze Mną będziesz w raju”.
Takim uciekinierem był Szaweł, którego dopadł Jezus w drodze do Damaszku, wypowiadając do niego słowa: „ Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz”. I jak pamiętamy z Dziejów Apostolskich, Szaweł nie tylko zmienił imię na Paweł, ale również z żydowskiego fanatyka prześladującego i mordującego chrześcijan stał się gorliwym wyznawcą Chrystusa, co więcej stał się jednym z najznakomitszych krzewicieli Dobrej Nowiny o Chrystusie. Znamy go jako św. Pawła Apostoła Narodów.
Uciekinierem przed Bogiem był także Augustyn, o którego nawrócenie modliła się jego matka Monika, przez prawie trzydzieści lat. I Augustyn się nawrócił. Po nawróceniu skarżył się, pisząc i wołając: „ Panie, dlaczego tak późno cię poznałem?”.
Znamy kochani dobrze historię św. Franciszka z Asyżu, który uciekając przed Bogiem uczynił swoje życie pełnym próżności i pustki. Kiedy „ Boski Myśliwy” złowił jego duszę, Franciszek chodził ulicami Asyżu i krzyczał: „ Miłość nie jest kochana!”.
Kochani w Chrystusie Panu, siostry i bracia. To co wydarzyło się w życiu Franciszka Thompsona, dobrego łotra, Szawła, Augustyna, Franciszka z Asyżu i wielu, wielu nie wymienionych tu ludzi, powtarza się w życiu wielu z nas. My także wiele razy uciekamy przed „ Boskim Myśliwym”, gardząc Jego miłością i błąkając się po manowcach upadku. Bóg jednak szuka nas kochani niezmordowanie, zapominając o naszych niewiernościach w stosunku do Niego i naszych bliźnich. Szuka nas do końca, do momentu znalezienia. A gdy nas znajdzie, to całe niebo wraz z Nim się cieszy.
Pewnie nie jeden z nas kochani teraz i nie tylko teraz ale często w życiu zadaje sobie pytanie, dlaczego tak bardzo Bogu zależy na każdym człowieku? Dlaczego Bóg nie daje za wygrana i ściga człowieka swoją łaską aż do momentu w którym człowiek się nawróci?. Odpowiedź na to i inne tego typu pytania udziela nam dzisiejsza Ewangelia: „ Bóg tak umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginał, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”. / J 3, 16-17/
Tak jak w wypadku kochających rodziców, którzy starają się zapewnić swojemu dziecku jak najlepszą przyszłość, pragną bowiem, aby ich dziecko było szczęśliwe, tacy rodzice nie spoczną, dopóki nie zrealizują swego zadania. Podobnie nasz Ojciec Niebieski nie spocznie, dopóki nie doprowadzi swego dzieła do końca. Dopóki nie zobaczy nas szczęśliwymi.
Wielki Post jest właśnie tym czasem Boże j łaski dla nas. Właśnie teraz kochani powinniśmy przypomnieć sobie i docenić wysiłki miłującego nas i pragnącego naszego szczęścia „ Boskiego Myśliwego”. Wystarczy bowiem kochani popatrzeć na krzyż, aby zobaczyć, jak wiele kosztowało naszego Pana Jezusa Chrystusa nasze zbawienie.
Watro zatem dziś najdrożsi, w tę czwartą Niedzielę Wielkiego Postu, postawić sobie kilka pytań: jak przeżywamy ten czas Wielkiego Postu? Czy czasem nie uciekamy i nie chowamy się przed Bogiem i Jego łaską? Czy doceniamy to, że Pan Jezus cierpi i umiera na krzyżu po to, abyśmy mogli być zbawieni? Jak odpowiadamy na Jego wielką miłość?
Dzisiejsza liturgia słowa mówi nam, że to nie Pan Bóg potępia ludzi i każe ich piekłem. To ludzie potępiają się sami uciekając przed Bogiem i Jego łaską, lekceważąc to a nawet szydząc z tego, że dla ich zbawienia, dla zbawienia wszystkich ludzi Syn Boży umarł na krzyżu.
Nie przechodźmy zatem kochani obojętnie obok cierpienia Jezusa tak jak ci żołnierze rzymscy, którzy grali w kości pod tym krzyżem, na którym umierał Jezus. Dajmy się złowić siostry i bracia temu „ Boskiemu Myśliwemu”. Który nie pragnie niczego innego, tylko naszego szczęścia.
Do Chrystusa, który jest z nami obecny w czasie tego Świętego Zgromadzenia, w czasie tej Mszy świętej i patrzy na nas z miłością, módlmy się przepięknymi słowami utworu napisanego przez Juliana Tuwima.
Jeszcze się kiedyś rozsmucę,
Jeszcze do ciebie powrócę, Chrystusie
Jeszcze tak strasznie zapłaczę,
Że przez łzy Ciebie zobaczę, Chrystusie.
I tak wielką żałobą,
Będę się żalił przed Tobą, Chrystusie
Że duch mój przed Tobą klęknie,
I wtedy serce mi pęknie, Chrystusie

8 MARCA 2015
III niedziela Wielkiego Postu
Wj 20,1-17
1Kor 1,22-25
J 2,13-25

Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: Weźcie to stąd, a z domu mego Ojca nie róbcie targowiska! Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie. W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz? Jezus dał im taką odpowiedź: Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo. Powiedzieli do Niego Żydzi: Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni? On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus. Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w imię Jego, widząc znaki, które czynił. Jezus natomiast nie zwierzał się im, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje.
Przy wejściu do jednej z Krakowskich świątyń widnieje tablica przypominająca tam wchodzącym o tym, jak powinni zachowywać się w Tym miejscu. Wypisane były na niej następujące słowa:
- W czasie pobytu w kościele zachowaj ciszę.
- Zachowaj się godnie, ponieważ miejsce, w którym się znajdujesz, jest Domem Bożym
- Przed nabożeństwem rozmawiaj z Bogiem.
- W czasie nabożeństwa słuchaj tego, co Bóg mówi do ciebie.
- Po wyjściu z kościoła rozmawiaj o Bogu z innymi.
Z pewnością byłoby dobrze, gdyby takie tabliczki znajdowały się przy wejściu do każdej świątyni. Może powstrzymałoby to niektórych od zbyt luźnego zachowania się w takim miejscu jakim jest Dom Boży.
O obowiązku godnego zachowania się i szacunku dla każdego miejsca świętego, przypomina nam dzisiejsza Ewangelia. Chrystus mówi o świątyni Jerozolimskiej jako o „ domu swego Ojca”. Bardzo często ją odwiedzał. Wszystko cokolwiek czyniło świątynię miejscem kultu i modlitwy, Chrystus pochwalał. Cokolwiek zaś pomniejszało świętość domu Jego Ojca, Pan Jezus potępiał. Oto dlaczego powyrzucał ze świątyni wszystkich handlujących, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: „ Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu Ojca mego targowiska”.
Jezus, wypędziwszy bankierów i kupców, zwrócił się również do Żydów, którzy domagali się od Niego znaków: „ Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo”. Wypowiedź Jezusa można było kochani zrozumieć dwojako: mogła dotyczyć zarówno odbudowania świątyni jak i Jego zmartwychwstania. Ci spośród Żydów, którzy nie rozpoznali w Jezusie wypełnienia obietnic Bożych, sądzili, że On mówił o świątyni Jerozolimskiej, tymczasem Jezus kochani miał na myśli odbudowanie świątyni swego ciała, nowej świątyni, w której „ prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie” / J 4,23/.
Bóg dał kochani siostry i bracia Izraelitom Przykazania i całe Prawo, czyniąc je znakiem swojej miłości. Chciał w ten sposób unaocznić im niebezpieczeństwo grzechu i uchronić ich od niego, tak aby mogli chodzić Bożymi Drogami. Choć Prawo jest sprawiedliwe, bardziej pożądane od złota i słodsze od miodu płynącego z plastra, to nie jest ono pełne ani doskonałe – posiada tylko cień przyszłych dóbr. Dopiero Jezus moi kochani jest wypełnieniem Prawa, bowiem łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. . On też jest nową świątynią, ponieważ przez Niego spotykamy się z Bogiem i w Nim otrzymujemy nowe – Boże życie.
Jezus jest wypełnieniem Prawa i kamieniem węgielnym Bożego planu zbawienia. Wszyscy, którzy w Niego wierzą, dostępują usprawiedliwienia . Do tych jednak, którzy domagali się znaków i szydzili z Jego słów o odbudowaniu świątyni, Jezus stał się skałą upadku. Ludzie ci nie potrafili zrozumieć, że Jezus stanowi wypełnienie Prawa i że jest On mocą i mądrością Bożą.
Uznajmy siostry i bracia centralne miejsce Jezusa w Bożym planie zbawiania i wniknijmy w prawdę mówiącą o tym, że jest On nową świątynią. Zwracając się do Niego w codziennej modlitwie i rozważając Jego zwycięstwo odniesione nad śmiercią, otwieramy się na działanie Ducha Świętego, który pomoże nam lepiej zrozumieć w jaki sposób Jezus jest źródłem życia, łaski i prawdy. Prośny Boga, by otworzył nasze serca i pozwolił nam oglądać Jezusa w pełni Jego chwały.
Bóg Ojciec zjednoczył nas ze sobą poprzez swojego Syna. Dzięki posłuszeństwu Jezusa i złożonej ofierze na krzyżu staliśmy się w Nim domownikami Boga, Jego dziećmi i dziedzicami królestwa. W Chrystusie rośniemy „na świętą w Panu świątynie… by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha” / Ef 2,21-22/.
Warto również kochani obserwując gorliwość Jezusa o dom Ojca, która Go pożerała, zastanowić się dziś nad tym czy należycie doceniamy wielkie korzyści duchowe, jakie wynosimy z naszej gorliwości o naszą małą ubogą świątyńkę? W tym świętym miejscu przez chrzest św. nasi członkowie przyjęci zostają do Wielkiej Rodziny Bożej. Tu w czasie sakramentu bierzmowania Bóg daje nam siłę i męstwo, aby czynić to co się Jemu podoba. Tu podczas sakramentu pokuty i pojednania Bóg przebacza nam nasze przewiny. Tu w czasie Eucharystii gromadzimy się wokół ołtarza posilając się Ciałem Chrystusa i gasząc duchowe pragnienie Krwią Jego.
Przychodzimy tu kochani, aby modlić się do naszego Ojca i słuchają tego co On chce nam powiedzieć. Przychodzimy tu aby opowiedzieć Mu o naszych troskach, kłopotach, bólach i radościach, o naszych zwycięstwach i porażkach. Przychodzimy do domu naszego Ojca absolutnie pewni, że niezależnie od wszystkiego On nas kocha. Kocha nas bardziej niż najlepszy ziemski ojciec. Zawsze gotowy jest nam przebaczyć, pocieszyć, rozweselić. Zauważmy najdrożsi jak często zwracamy się do Niego słowem: OJCIEC!
Kochajmy siostry i bracia naszą świątynie. Tę maleńką łódeczką miotaną przez fale kolejnych doświadczeń i prób. Czyńmy wszystko, aby czuć się w niej jak w „ domu naszego Ojca”. Okazujmy naszą miłość i szacunek do tego świętego miejsca poprzez nasze godne, pełne szacunki zachowanie. Wspierajmy się wzajemnie miłością i modlitwą.
Zakończmy kochani nasze rozważanie słowami antyfony:
Wróbel znajduje swój dom, a jaskółka gniazdo, gdzie złoży swe pisklęta: przy ołtarzach Twoich, Panie Zastępów, Królu mój i Boże. Szczęśliwi, którzy mieszkają w Domu Twoim Panie, nieustannie wielbiąc Ciebie.
AMEN
Błogosławieństwo młodej Matki

1 MARCA 2015
II niedziela Wielkiego Postu
Rdz 22,1-2.9-13.15-18
Rz 8,31b-34
Mk 9,2-10

Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych.
    „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” (Rz 8,31)

Kochani siostry i bracia w Chrystusie Panu. Rozpoczynając dzisiejsze rozważania opowiem wam pewien epizod z życia młodego człowieka Jerzego, który zapragnął zrobić karierę zawodową w swojej firmie.
Pewnego dnia został niespodziewanie zaproszony do gabinetu swojego szefa. Szef zaproponował mu pracę na odpowiedzialnym stanowisku. Rozmowa dotyczyła zamiarów, możliwości a następnie zaczęła krążyć wokół spraw osobistych. W pewnym momencie szef zapytał go o przekonania religijne. Bez dłuższego zastanowienia się Jurek odpowiedział, że jest niewierzący.
Po powrocie do domu długo myślał o tym co zrobił. Czuł się bardzo głupio i było mu po prostu wstyd. To było coś takiego, jakby człowiek drugiemu, na którego liczył, zrobił świństwo i później czuje się tak, jakby sobie napluł w twarz.
Proponowanego awansu oczywiście nie dostał. A chociażby otrzymał to i tak by go nie przyjął, bo już tego nie chciał. Jurek przeprosił Chrystusa za to, że się Go zaparł, i wie, On mu wybaczył. Następnym razem postara się Chrystusa nie zawieść. Do tego momentu ciągle się przygotowuje. Codziennie robi małe poprawki. Taki mały trening.
Również i nam kochani życie nie szczędzi takich sytuacji, w których trzeba wyznać swoja wiarę, opowiedzieć się za Chrystusem, albo się Go wyprzeć. Dlatego czas Wielkiego Postu powinien być dla nas, ujmując to słowami Jurka, czasem treningu, pogłębienia naszej wiary, przygotowania się na czekające nas chwilę prób.
Bóg sprawdza i doświadcza nie tylko naszą wiarę. Jak bowiem słyszeliśmy w dzisiejszej pierwszej lekcji, Bóg poddał także próbie wiarę Abrahama. Otrzymał on od Boga polecenie, aby złożył on w ofierze swego jedynego, umiłowanego syna Izaaka.
Może nie dochodzi do naszej świadomości, czego Bóg zażądał od Abrahama. Bóg zażądał od niego, aby własnymi rękami zabił swego syna Izaaka i spalił go w ofierze na ołtarzu. Jak wielka musiała być wiara Abrahama w chwili, kiedy podnosił nóż, aby zabić swego syna!
Jak jednak tłumaczy Księga Rodzaju, Bóg wcale nie chciał śmierci i nie dopuścił do niej. Bóg chciał jedynie sprawdzić, czy Abraham wierzy Mu i ufa, i czy kocha Go bardziej niż swego syna. Nie tylko z tej próby wiary wyszedł Abraham zwycięsko, dlatego nazywamy go „ ojcem wszystkich wierzących”.
Próbom wiary poddawał również Chrystus apostołów. W przeciwieństwie do Abrahama, nie zawsze wychodzili z tych prób zwycięsko. Przyjrzyjmy się chociażby sytuacji w której Jezus zapowiada apostołom swoją mękę i ukrzyżowanie. Słysząc to Piotr protestuje: „ Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”. I co powiedział Jezus wtedy do Piotra? „ Zejdź mi z oczu szatanie! Jesteś mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki”. W innej próbie na dziedzińcu arcykapłana Piotr trzykrotnie zaparł się Chrystusa, inni apostołowie w chwili pojmania Jezusa zachowali się jak tchórze, po prostu zwiali.
Podobnie jak Abraham, jak apostołowie, my również kochani jesteśmy ludźmi wiary. Wiarę tę otrzymaliśmy na chrzcie świętym. W tej wierze wychowali nas nasi rodzice. Wiarę tę powinniśmy nieustannie pogłębiać i nią żyć.
Tak jak w wypadku Abrahama, apostołów i wielu wielu innych ludzi, Bóg czasami sprawdza naszą wiarę. Chce wiedzieć, czy my naprawdę ufamy, czy w Niego mocno wierzymy, czy kochamy Go ponad wszystko inne. Dlatego zsyła na nas różne życiowe doświadczenia, które mają sprawdzić moc naszej wiary. Znamy kochani takie piękne ludowe porzekadło: „ kogo Bóg miłuje temu krzyży nie żałuje”.
Łatwo jest kochani wierzyć w Boga w chwilach powodzenia i szczęścia, z roześmianą od ucha do ucha buzią, gdy wszystko się układa, gdy ma się wielu przyjaciół nawet tych fałszywych i przysłowiowy worek pieniędzy. O wiele trudniej przychodzi nam wierzyć i ufać Panu Bogu wtedy, gdy przyjdzie nam dźwigać ciężar krzyża, gdy jesteśmy nieszczęśliwi, gdy wszystko wokół zdaje się walić, gdy ci, którzy mają się za sługi boże uciekają się do podstępów, anonimów, gdy ciągają cię przed sądy, prokuratury, policję za to że bezinteresownie pomagasz biednym, jak trudno jest wierzyć matce, która całe swe życie poświęca wychowywaniu dziecka a ono, gdy dorośnie poniewiera nią jak przysłowiową ścierką, jak trudno uwierzyć rodzicom, gdy jedyne ich dziecko ginie pod kołami samochodu prowadzonego przez pijanego kierowcę, jak trudno jest wierzyć komuś kogo współbracie opluwają i oczerniają. Aby kochani w takich chwilach nie zwątpić i nie odwrócić się od Boga, potrzebna nam jest niezwykle silna i głęboka wiara.
Niezwykle silnej i głębokiej wiary w obliczu czekających ich tragicznych wydarzeń, męki i śmierci Pana Jezusa potrzebowali również apostołowie. Dlatego kochani jak mówi dzisiejsza Ewangelia, aby wzmocnić wiarę Piotra, Jakuba i Jana, Jezus bierze ich na górę wysoką i tam przemienia się wobec nich, ukazując się im w pełnej chwale swego Bóstwa.
Nie wszyscy apostołowie mogli widzieć Jezusa w pełni Jego chwały i nie każdy z nas zobaczy Chrystusa w pełni Jego chwały tu na ziemi, chyba, że przyjdzie nam doczekać chwili ponownego przyjścia Pana w chwale, gdy przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Tym niemniej, kiedy Bóg będzie sprawdzał głębię naszej wiary zsyłając na nas bolesne doświadczenia, nie koncentrujmy się tylko wtedy na tym, co jest teraz i co boli, lecz starajmy się kochani przypominać sobie to wszystko, co do tej pory od miłującego nas Boga otrzymaliśmy. Wierzmy wtedy i ufajmy Bogu tak, jak wierzył i ufał Abraham. Wierzmy i ufajmy Bogu tak, jak wierzył i ufał sprawiedliwy Hiob, który w obliczu tragicznych nieszczęść i kłopotów modlił się słowami: „ Dał Pan i zabrał Pan. Niech imię Pańskie będzie błogosławione”.
Dziękujmy dziś Bogu za Jego mądrość i miłość ku nam. A kiedy zsyła na nas doświadczenia i krzyże po to, aby nas jeszcze bardziej do siebie zbliżyć i pogłębić naszą wiarę, kiedy piszą na nas donosy i anonimy, prześladują nas aby cieszyć się z naszych nieszczęść, nie złorzeczmy naszym prześladowcom, bo Bóg sam się nimi zajmie w czasie, gdy nie będą się spodziewali, miejmy wtedy w pamięci pełne ufności i zawierzenia słowa św. Pawła z dzisiejszej drugiej lekcji:
Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby nam, wraz z Nim i wszystkiego nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł za nas śmierć, co więcej – zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami? Amen.

15 LUTEGO 2015
VI niedziela zwykła
Kpł 13,1-2.45-46
1 Kor 10,31-11,1
Mk 1,40-45
Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: Chcę, bądź oczyszczony! Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.
„Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: << Chcę, bądź oczyszczony>>”. /Mk 1,41/
Rozpoczynając dzisiejsze rozważania chciałbym kochani opowiedzieć Wam historię pewnego misjonarza, który nie zawsze był taki dobry i uczynny. Otóż Jon Newton – bo tak się nazywał ów człowiek zanim został misjonarzem trudnił się bardzo powszechnym w XVII wieku procederem. A mianowicie będąc właścicielem dwóch okrętów zajmował się handlem niewolnikami. Wyłapywanych w Afryce murzynów pakował na okręty w celu przewiezieni do Ameryki lub Europy i sprzedawał ich wielce się bogacąc. Podczas ostatniego takiego rejsu kiedy załadowane niewolnikami okręty znajdowały się na środku morza, rozszalała się ogromna burza. Newton widząc, że zbliża się katastrofa, że oba statki pójdą na dno i on również zginie, przywiązał się liną aby nie wypaść za burtę, ukląkł i zaczął się gorliwie modlić:” Boże Wszechmogący, jeżeli uratujesz nas z tej nawałnicy, jeżeli wyjdziemy cało, to przyrzekam Ci, że raz na zawsze skończę z tym szatańskim procederem .” Oby dwa statki cudownie ocalały. Jon również dotrzymał słowa. Zawrócił i przywiózł złapanych ludzi z powrotem na czarny ląd a sam wrócił do Europy i wstąpił do zakonu. Po ukończeniu formacji zakonnej udał się do Afryki jako misjonarz pracując do końca swych dni wśród tych, których kiedyś prześladował. Na pamiątkę swego nawrócenia napisał nawet przepiękną pieśń, która stała się bardzo popularna w krajach anglojęzycznych. Szczególnie wzruszające są słowa pierwszej zwrotki, które w luźnym przekładzie brzmią mniej więcej tak: „ Jak zdumiewająca jest Boża łaska, która ocaliła takiego nikczemnika jak ja. Byłem zgubiony i dzięki Bożej łasce odnalazłem się. Byłem ślepy i przejrzałem”.
Człowiek trędowaty, o którym opowiada dzisiejszy fragment Ewangelii wg św. Marka, był w niemniej tragicznej sytuacji niż bohater powyższej historii przed swoim nawróceniem. On również potrzebował zdumiewającej Bożej łaski, cudownej interwencji Chrystusa po to, aby być uleczonym ze strasznej choroby trądu.
Ludzie chorzy na trąd byli najbardziej nieszczęśliwymi i tragicznymi postaciami w społeczności starożytnej. Życie tych ludzi było piekłem już tu na ziemi. Ludzie zdrowi nie podchodzili do trędowatych, ponieważ bali się śmiertelnie, że się zarażą. Z tego też powodu nienawidzili trędowatych, uważając ich za grzeszników. Księga Kapłańska mówi i trędowatym, że musi on być przyodziany w podarte łachmany. Jego włosy miały być w nieładzie, dolna część twarzy zasłonięta. Kiedy trędowaty zbliżał się do zdrowych ludzi, musiał ostrzegać ich wołając „nieczysty, nieczysty”. Musiał żyć w odosobnieniu z dala od miast i wiosek, w których mieszkali zdrowi ludzie.
Taki właśnie człowiek upadł przed Chrystusem na kolana i prosił Go: „ Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Pan Jezus wyciągnął swoje ręce, dotknął go i rzekł do niego: „ Chcę, bądź oczyszczony”.
Jak czytamy kochani Pismo Święte, to zauważmy, że porównuje się często chorobę trądu do choroby grzechu. W tym sensie każdy kochani kto upada w grzech jest jakby duchowo trędowaty i tak jak trąd prowadzi do śmierci tak trwanie w grzechu i upadku prowadzi do śmierci duchowej. Gdyby siostry i bracia moralny trąd ludzkich grzechów takich jak: nienawiść, zazdrość, samolubstwo, pycha, chciwość można by było zobaczyć na twarzach ludzi, byłby to może jeszcze bardziej odrażający widok, niż twarz i ciało człowieka trędowatego.
Tak jak już wcześniej kochani wspominałem, nieleczona choroba trądu prowadzi do śmierci fizycznej, tak również nie leczona choroba trądu grzechów prowadzi do śmierci duchowej. Chorobę trądu duchowego może uleczyć tylko sam Chrystus w sakramencie pokuty. Niejedno krotnie ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak wielki jest to sakrament, jak wielki jest to dar i jak powinniśmy być Chrystusowi wdzięczni za ten sakrament i tak często jest on przez nas lekceważony.
Wielkie to szczęście dla nas kochani, że my katolicy posiadamy ten sakrament, Nieszczęśliwi są ludzie, którzy tego sakramentu nie mają, lub go unikają i lekceważą. Są oni dręczeni poczuciem winy, wyrzutami sumienia. Sakramentu pokuty zazdroszczą nam ludzie różnych wyznań niekatolickich lub różnych religii. Od jakiegoś czasu w świecie bogatych ludzi zaistniała moda, że każdy zamożny ma własnego psychologa, któremu podczas specjalnych seansów często pod hipnozą, wyrzucają z serca to co ich dręczy. Cóż to jest? Ano nic innego jak naśladowanie i parodiowanie sakramentu pokuty.
„ Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”, wołał do Chrystusa człowiek trędowaty z dzisiejszej Ewangelii. Jeśli chcesz, możesz oczyścić moją duszę z trądu grzechów, nałogów i złych przyzwyczajeń, powinniśmy wołać do Jezusa również my, klęcząc jak najczęściej przed ołtarzem, przed Najświętszym Sakramentem.
Dziękując dziś kochani z całego serca Chrystusowi za to, że leczy nasze dusze z trądu grzechów w sakramencie pokuty i pojednania, jednocześnie módlmy się słowami psalmu.
Szczęśliwy człowiek, któremu odpuszczona została nieprawość,
a jego grzech zapomniany.
Szczęśliwy ten, któremu Pan nie poczytuje winy,
a w jego duszy nie kryje się podstęp.
Grzech wyznałem Tobie i nie ukryłem mej winy.
Rzekłem: << Wyznaję swą nieprawość Panu>>.
A Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu.
Amen

8 LUTEGO 2015
V niedziela zwykła
Hi 7,1-4.6-7
1 Kor 9,16-19.22-23
Mk 1,29-39

Jezus po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę, tak iż gorączka ją opuściła. A ona im usługiwała. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest. Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: Wszyscy Cię szukają. Lecz On rzekł do nich: Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.
„Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił”
Kto czyta lub słucha Słów Jezusa zapisanych w Ewangeliach zauważy, że Jezus w wielu miejscach bardzo często głosi, że czas się wypełnił i bliskie jest Królestwo Boże. Królestwo Boże w rozumieniu biblijnym, to kochani nic innego jak tylko rzeczywistość Boża, przestrzeń, gdzie działa Bóg. Królestwo Boże jest wszędzie tam, gdzie człowiek otwiera się na działanie Boga. Dlatego z jednej strony wieczność nazywamy Królestwem Bożym, gdyż tam Bóg Króluje pośród świętych, ale z drugiej strony również tę rzeczywistość Królestwa Bożego dostrzegamy już tu na ziemi. Bo sam Jezus mówi i przypomina nam tymi słowami: „ Królestwo Boże jest wśród was”.
Aby podkreślić bliskość tego królestwa widzimy kochani, jak Pan Jezus uzdrawia i czyni cuda. Pokazuje przez to, że jest prawdziwym Mesjaszem, namaszczonym i posłanym przez Ojca Niebieskiego.
Ale ten sam Jezus swoim życiem daje nam do zrozumienia, że dobre dzieła, pełnienie dobrych uczynków to nie wszystko. One nie wyczerpują Jego działalności. Mianowicie nad ranem, gdy jeszcze było ciemno udaje się na miejsce pustynne aby się modlić. Uczy nas tej modlitwy. Tego pokornego i dziecięcego zwracania się do Ojca. Chrześcijaństwo kochani nie jest jedynie religią, w której podejmuje się jedynie dzieła charytatywne, spotykanie się z drugim człowiekiem, ale chrześcijaństwo to przede wszystkim spotkanie z Bogiem. I z tego spotkania właśnie siostry i bracia rodzi się spotkanie z drugim człowiekiem. Bo w chrześcijaństwie, moi drodzy jest miejsce na wszystko. Również na rozmowę z Panem Bogiem Najlepszym Ojcem, na modlitwę, którą niektórzy uważają za nieefektywną i bezsensowną paplaninę, i nic tu bardziej mylnego kochani ma ona wielkie, bardzo wielkie znaczenie.
Czym zatem siostry i bracia jest chrześcijańska modlitwa? Modlitwa to przede wszystkim dialog, rozmowa. Rozmowa stworzenia ze Stwórcą – dziecka z Ojcem, człowieka z Panem Bogiem. Rozmowa dwóch osób, które się wzajemnie miłują, a przynajmniej powinny. Ze strony Boga jest zapewnienie o tej miłości, ze strony człowieka zaś ta miłość musi cięgle dojrzewać.
Modlitwa kochani to nie monolog. To nie jest tak, że ja mówię dla Pana Boga „ pacierz”. I to mówię go w takiej formie, jakby był on potrzebny Panu Bogu. Otóż nie kochani. Pan Bóg nie potrzebuje naszego „ paciorka”. Bóg nie jest większy ani doskonalszy dzięki naszej modlitwie. To nam jest potrzebna rozmowa z Bogiem, to ona w swojej wartości ma przyczyniać się do naszego zbawienia.
Znamy wśród nas takich , który z kpiną pytają się po co się modlić? Czy warto się modlić?. A ja odpowiem im, że tak, że warto się modlić. Bo to my potrzebujemy Pana Boga, Jego obecności, Jego działania w naszym życiu. Wszystko czym jesteśmy siostry i bracia, jako ludzie myślący, poszukujący prawdy, dobra i piękna, zdolni do miłości i przyjaźni z innymi ludźmi i z Panem Bogiem, wszystko to zawdzięczamy Jemu – Bogu, który nas kocha i pragnie, abyśmy byli szczęśliwi. I jak tu zatem się nie modlić, nie rozmawiać z Bogiem Ojcem i Synem Jego Jezusem Chrystusem. Oczywiście, że nie ma innej możliwości.
Modlitwa kochani powinna poprzedzać wszystkie najważniejsze momenty naszego życia. Uczmy się modlitwy od samego Chrystusa. Modlący się Chrystus uczy nas dzisiaj, że przed każdą ważną życiową decyzją nie tylko powinniśmy się radzić mądrych ludzi, przyjaciół, ale przede wszystkim radzić się i pytać Boga w modlitwie; szukać Jego światła.
Naśladowanie Pana Jezusa w modlitwie jest dla nas szczególnie aktualne dzisiaj w dobie XXI wieku. Z jednej strony przepych, bogactwo, szalona aktywność, pogoń za pieniądzem a z drugiej strony skrajna bieda, bezrobocie, bezdomność, popadanie w nałogi alkoholowe, narkotykowe, desperacja, przygnębienie, czynią członków społeczeństwa automatami, powodują wewnętrzną pustkę. Ciągła krzątanina, ciągłe bieganie, nerwy i stres nie może kochani wypełniać naszego czasu bez reszty. Musimy pamiętać kochani, że nie tylko jesteśmy obywatelami ziemi ale jesteśmy obywatelami nieba. Potrzeba nam więc czegoś więcej. Tak jak uczy nas swym przykładem Chrystus, jedynie skutecznym lekarstwem na to, aby nie zapomnieć o tym kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, aby nieustannie duchowo się odradzać, jest właśnie modlitwa. Dlatego za przykładem Jezusa powinniśmy starać się znajdować czas na modlitwę, czas na spotkanie w ciszy z samym sobą i z naszym Ojcem, który jest w niebie.
W czasie tych cudownych chwil możemy wylać przed Bogiem całą naszą duszę. Złożyć w Jego Ojcowskie dłonie wszystkie nasze troski, kłopoty i niepokoje. Bo jak słusznie zauważył św. Jan Chryzostom: „ modlitwa jest azylem dla wszystkich naszych trosk”.
I rzeczywiście kochani, modlitwa jest źródłem pokoju, wewnętrznego uciszenia, zadowolenia. Nic nie może człowieka bardziej uspokoić, jak świadomość, że nie jestem sam, że jest Ktoś kto mnie kocha, do Kogo w każdej chwili mogę się zwrócić o pomoc. Nic złego nie może się wydarzyć, Bo modlącemu się i miłującemu Boga wszystko wychodzi dobre. Nawet cierpienie, krzyż, chwilowa porażka czy zawód.
W jednym z rozważań ksiądz Franciszek Grudniok napisał: „ Czas modlitwy to czas cieszenia się życiem, radowania się wszystkimi stworzeniami Bożymi, dziękowania za wszystkie otrzymane dobrodziejstwa. To czas proszenia, by wszystkie zajęcia dnia prowadziły nas do Boga i do bliźnich, by żaden bliźni nie odszedł od nas zasmucony, by żaden dobry uczynek nie został bez nagrody. Musimy sobie kochani uświadomić, że modlitwa jest cudotwórczynią, ponieważ pomnaża niejako nasz czas, pomaga nam spełnić o wiele więcej dzieł, aniżeli bez niej.
Kochani: siostry i bracia. Proszę i błagam: nie lekceważmy i nie zaniedbujmy w naszym życiu modlitwy. Uwierzcie, że od niej zależy skuteczność wszystkich naszych trudów i działań. Tak jak uczy nas swoim przykładem Chrystus: ORA ED LABORA (módl się i pracuj). Zapewniam was kochani, że w ten sposób najlepiej wypełnimy nasze chrześcijańskie powołanie.
Zakończmy najdrożsi dzisiejsze rozważania modlitwą kolekty:
„ Wszechmogący Boże, strzeż nieustannie swojej rodziny z ojcowską dobrocią, a ponieważ całą nadzieję pokładamy w łasce niebieskiej, otaczaj nas zawsze swoją opieką”. AMEN 

1 LUTEGO 2015
IV niedziela zwykła
Pwt 18,15-20
1 Kor 7,32-35
Mk 1,21-28

W mieście Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: Milcz i wyjdź z niego. Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne. I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.
„ Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są mu posłuszne” (Mk 1,27)

Każdego dnia, gdy włączymy telewizor, odpalimy komputer, rozłożymy gazetę, to możemy dowiedzieć się jak to wspaniale żyje się w Unii Europejskiej; dotacje, ulgi, opieka bogatych państw nad biednymi członkami Unii, wspólna waluta, otwarte granice, wspólny rynek pracy i tak dalej i tak dalej. Ale czy ktoś ma odwagę powiedzieć ile jest w tej całej Unii biedy, zła, niepokoju, podniecania do buntu, mącenia w umysłach ludzi? Czy ktoś powiedział jak szybko rozprzestrzenia się na przykład alkoholizm? Wyobraźmy sobie kochani, iż w samej Francji jest zarejestrowanych około sześciu milionów alkoholików. Posłuchajmy kochani, jak jeden z nich, nieżyjący już kapłan i piosenkarz Lucjan Duval opisał piekło alkoholizmu:
„ Alkohol był dla mnie czymś więcej niż przymusem cielesnym, był także przymusem duchowym. Przez dwa miesiące po mojej pierwszej kuracji odwykowej nie wziąłem alkoholu do ust. Wtedy zostałem zaproszony na ślub bratanka. Jak to bywa, po ceremonii zaślubin jest wesele, są tańce, poczęstunki. Wszyscy byli zadowoleni i rozluźnieni. W pewnym momencie podszedł do mnie bratanek ze swą śliczną młodą żoną aby podziękować mi za przewodniczenie ceremonii zaślubin i zaproponował kieliszek szampana. Coś mi mówiło: kieliszek, tylko jeden kieliszek. Jeden nic nie znaczy. Nie mogę przecież psuć nastroju – powiedziałem sobie – nie mogę odstawać od innych. Kilka sekund trwała wewnętrzna walka, wreszcie przyjąłem zaproszenie.
Na drugi dzień rano wypiłem dwie lampki mocnego czerwonego wina w południe cztery w wieczorem już sześć. I wszystko zaczęło się w sposób nieubłagany od początku: zwątpienie, przygnębienie, pogarda dla samego siebie, wstyd – byłem wzięty w tryby. Brzydziłem się sobą. Nie mogłem tłumaczyć się nieświadomością. Wiedziałem, że nie potrafię już przestać. Powróciło uzależnienie od alkoholu. Wyzwoleniem mogła być tylko śmierć”.
Ksiądz Duval stracił wszelką wiarę w ludzi. Ale wierzył jeszcze w Chrystusa. I ta nadzieja kochani go nie zawiodła. Uwolnił się od nałogu.
Pomiędzy historią księdza Duvala a dzisiejszą Ewangelią istnieje wielkie podobieństwo. Człowiek opętany przez ducha nieczystego, o którym mówi dzisiejsza Ewangelia, nie potrafił się sam od złego ducha uwolnić. Uwolnił go dopiero Pan Jezus. Duval również nie potrafił sam sobie poradzić z nałogiem alkoholizmu. Udało mu się przezwyciężyć ten nałóg przy pomocy Chrystusa.
Tak jak dla ludzi żyjących w czasach Jezusa, tak również dla nas prawda wypływająca z dzisiejszej Ewangelii jest bardzo ważna. Wypędzając ducha nieczystego z człowieka opętanego, Pan Jezus potwierdza swoje bóstwo. Ukazuje, że jako Bóg ma moc nie tylko nad światem materialnym, ale także nad światem złych duchów. Nad tym światem, który ciągle mąci, niepokoi, kusi, podnieca do buntu, wojen, sprowadza na manowce zła i grzechu.
Chociaż zły duch działa na świecie także i dziś a ośmielę się stwierdzić, że działa ze zwielokrotnioną siłą poprze traktowanie nas Bożych stworzeń jak obiekty doświadczane dla koncernów produkujących broń, koncernów farmaceutycznych, czy koncernów produkujących żywność genetycznie modyfikowana , to jednak świata nie zwycięży, bo panuje nad tym światem Chrystus. Chrystus, który ma moc i władzę. Powiedział przecież do apostołów:
„Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,30).
On po to przyszedł na świat, aby wyzwolić nas z niewoli szatana. Przyszedł aby nas uświęcić i zbawić. Tak jak mówi dzisiejsza Ewangelia, On prawdziwie jest „ ŚWIĘTY – BOŻY”.
Chrystus kochani, dokonał już naszego zbawienia, tym nie miej lęka się o nas, by zło tego świata nie zwyciężyło nas.
Każdemu z nas siostry i bracia zagraża w jakimś stopniu opętanie przez złego ducha. Może siostry i bracia nie jesteśmy owładnięci przez złego ducha jak ten opętany z dzisiejszej Ewangelii albo jak ta Małgorzata o której uwolnienie z sideł szatańskich modliliśmy się w środę. Dziękujmy za to Bogu. Tym niemniej w każdym z nas jest cząstka złego ducha, którą przy pomocy Chrystusa powinniśmy z serca wyrzucić.
Być może jest w nas coś, co przeszkadza nam w tym, abyśmy byli takimi ludźmi, jakimi być powinniśmy i jakimi być chcemy. Być może ta cząstka złego ducha przeszkadza nam w modlitwie. Bowiem nie potrafimy się modlić tak jak powinniśmy i jak byśmy chcieli. Być może ta cząstka złego ducha powstrzymuje nas od bycia dobrymi i uczynnymi wobec bliźnich. Niektórych opętał szatan poprzez ducha pychy. Innych poprzez ducha chciwości. Jeszcze innych poprzez ducha nienawiści. Podobnie jak księdza Duvala ogromną liczbę ludzi trzyma szatan w kajdanach nałogu pijaństwa. Takich mniejszych i większych przypadków opętania ludzi przez złego ducha można by wyliczać wiele.
Pamiętajmy kochani! Tak jak pomógł Pan Jezus człowiekowi opętanemu z dzisiejszej Ewangelii, tak jak pomógł księdzu Duvalowi, tak gotów jest nieustannie pomagać również i nam. Wystarczy mieć silną wiarę i wystawiać się na promienie Bożej Łaski.
Popatrzy więc dziś kochani w nasze serca i zastanówmy się, o co powinniśmy Chrystusa prosić? Co przy pomocy Jego łaski powinniśmy wyrzucić z naszego serca i zachowania, aby On mógł z radością przyjść do naszego serca i na nowo w nim zamieszkać?
Jak już stało się naszą tradycją zakończmy siostry i bracia te rozważania modlitwą:
Chryste, obdarz nas swoją miłością, ponieważ czasami ludzie odrzucają nas i wtedy rodzi się w nas pokusa, aby ich zacząć nienawidzić.
Chryste, obdarz nas swoją siłą, ponieważ czasami sytuacje w naszym życiu stają się bardzo trudne i rodzi się w nas pokusa, aby się poddać i ze wszystkiego zrezygnować.
Chryste, udziel nam swego przebaczenia, ponieważ czynimy czasami to, czego nie powinniśmy i wtedy potrzebujemy Twego uleczenia.
AMEN

25 STYCZNIA 2015
III niedziela zwykła
Jon 3,1-5.10
1 Kor 7,29-31
Mk 1,14-20

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim.
Wstań idź do Niniwy, wielkiego miasta, i głoś jej upomnienie, które ja ci zlecam” ( Jon 3,2)
Stara chrześcijańska tradycja mówi, że Bóg posyła każdego z ludzi na ten świat ze specjalnym orędziem do wygłoszenia, specjalną pieśnią do zaśpiewania, specjalnym zadaniem i specjalnym aktem miłości do wypełnienia. Nikt inny nie może wygłosić zleconego nam orędzia, zaśpiewać naszej unikalnej pieśni, lub dopełnić zleconego nam aktu miłości. Każdy z nas drodzy siostry i bracia musi uczynić to sam.
Według tej tradycji Bóg wysyłając nas na ten świat decyduje również o zasięgu naszej misji. On decyduje o tym, komu powinniśmy nasze specjalne orędzie głosić, komu śpiewać naszą unikalną pieśń oraz kogo obdarzyć naszym specjalnym aktem miłości. Czasami kochani, Bóg ogranicza naszą misję do kilku ludzi; czasami posyła nas do ludzi najbliższych naszemu sercu czy nawet do ludzi z całego naszego miasta; a czasami posyła nas do ludzi żyjących na całym świecie. Zależy to kochani od jedynego w swoim rodzaju Bożego planu, który dla każdego z nas jest inny, niepowtarzalny.
Ta sama tradycja mówi również, że największym darem od Pana, jaki można sobie wyobrazić, jest dar życia. Największą zaś niewdzięcznością i grzechem, jaki człowiek może popełnić, jest zmarnowanie tego daru, czyli nie wypełnianie tej misji, którą Bóg nam zlecił, obdarowując nas życiem.
Naukę tradycji chrześcijańskiej o niepowtarzalnym powołaniu każdego człowieka a więc każdego z nas przez Boga potwierdza niezbicie dzisiejsza liturgia słowa. W pierwszej lekcji Bóg posyła proroka Jonasze do grzesznych mieszkańców Niniwy z upomnieniem, aby się nawrócili i przestali grzeszyć.
Nie pomyśli była Jonaszowi misja, którą Bóg mu zlecił. Jonasz nie chciał, aby mieszkańcy Niniwy się nawrócili. Niniwa była stolicą Asyrii, największego wroga Izraelitów. Dlatego Jonasz chciał, aby Bóg przykładnie ukarał mieszkańców tego miasta a budowle tam wzniesione zburzył. Ale jak słyszeliśmy w czytanym urywku, stało się inaczej. „ I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory pokutne od największego do najmniejszego /…/ ulitował się Bóg nad niedolą, którą postanowił na nich sprowadzić, i nie zesłał jej”.
Jak słyszeliśmy kochani w dzisiejszym drugim czytaniu, inny posłaniec Boga, Paweł, zwany Apostołem narodów wypełnia zleconą mu przez Boga misję, utwierdzając w wierze mieszkańców Koryntu.
Specjalną misję do wypełnienia otrzymaliśmy od Boga i my kochani, każdy indywidualnie. Każdy z nas powołany został przez Boga do zajęcia pewnego określonego miejsca w świecie. Tomasz Merton określił to w następujący sposób: „ Dla każdego człowieka tylko jedna rzecz jest niezbędna: wypełnić własne przeznaczenie zgodne z wolą Bożą, być tym, czym mu Bóg być przeznaczył”. Warto zatem w tym miejscu zastanowić się kochani i zadać sobie pytanie: czy jesteśmy świadomi powierzonej nam przez Boga misji? Czy odnaleźliśmy już drogę naszego powołania? Czy to powołanie staramy się solidnie wypełniać? Mówi się często kochani: Lekarz z powołania, pielęgniarka z powołania, nauczyciel z powołania, ksiądz z powołania, to na pewno taki człowiek, który wypełniając swoje powołanie czuje, że jest w życiu na swoim miejscu, że odgadł tę misję, którą Bóg przeznaczył mu do wykonania.
Niestety kochani, wielu ludzi nawet z tych powyżej wymienionych nie umie i nie potrafi odnaleźć swego powołania, albo odnajduje go i nie chce podjąć się jego wykonania. Dlatego chodzą smutni i przygnębieni, wypełniając swoją misję przymusem. Oczywiście szczęścia i satysfakcji im to nie przynosi.
Co zatem mamy czynić kochani, aby nie tylko odnaleźć drogę naszego powołania, ale również podjąć się jego wypełnienia? Przede wszystkim powinniśmy modlić się o to, aby Bóg pomógł nam odgadnąć nasze powołanie i aby nieustannie udzielał nam łask potrzebnych do jego wypełnienia.
Aby odnaleźć drogę naszego powołania i podjąć się jego wypełnienia, powinniśmy również przestać myśleć tylko o samych sobie, a zacząć myśleć o Bogu i ludziach. Nieustannie powinniśmy zadawać sobie pytanie: jak przy pomocy naszych talentów i zdolności moglibyśmy najlepiej służyć Bogu i ludziom? Zauważmy kochani, prorok Jonasz myślał tylko o sobie, dlatego trudno było mu się pogodzić ze zleconą mu przez Boga misją.
Pamiętajmy kochani, że każde powołanie wypełnione z myślą o Bogu i ludziach jest budowaniem królestwa Bożego tu na ziemi. Do budowania tego królestwa zachęca nas Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówiąc: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.
Starajmy się zatem jak najlepiej wypełnić nasze powołanie. Wypełniając je, myślmy o Bogu i ludziach. Zostaliśmy bowiem wysłani przez Boga na ten świat ze specjalnym orędziem do wygłoszenia, specjalną pieśnią do zaśpiewania, specjalnym aktem miłości do wypełnienia.
Pamiętajmy również kochani, że największą niewdzięcznością wobec Boga, który dał nam życie, byłoby zmarnowanie tego wielkiego daru, czyli nie wypełnienie tej misji, którą Bóg nam zlecił.
Zakończmy siostry i bracia nasze dzisiejsze rozważanie refleksją kapłana i wielkiego angielskiego pisarza i poety z dziewiętnastego wieku:
Bóg przeznaczył mi do wykonania jedyne w swoim rodzaju zadanie. Nikt nie może wypełnić za mnie tego zadania, bo każdy ma swoje własne. Dlatego ufam Bogu we wszystkich okolicznościach i sytuacjach mojego życia. Jeżeli jestem chory, staram się służyć Bogu poprzez moje cierpienie; jeśli jestem smutny i przygnębiony, oddaje Mu moje przygnębienie i smutek… Wszystko co czyni Bóg jest celowe. On może przedłużyć moje życie i może je skrócić. On doskonale wie, co czyni…
O mój Boże, całkowicie oddaje się w Twoje ręce.
AMEN

18 STYCZNIA 2015
II niedziela zwykła
1 Sm 3,3b-10.19
1 Kor 6,13c-15a.17-20
J 1,35-42

Jan stał z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: Oto Baranek Boży. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: Czego szukacie? Oni powiedzieli do Niego: Rabbi! - to znaczy: Nauczycielu - gdzie mieszkasz? Odpowiedział im: Chodźcie, a zobaczycie. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: Znaleźliśmy Mesjasza - to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas - to znaczy: Piotr.

11 STYCZNIA 2015
Niedziela Chrztu Pańskiego
Iz 42,1-4.6-7
Dz 10,34-38
Mk 1,6b-11

Jan Chrzciciel tak głosił: Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym. W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.

4 STYCZNIA 2015
II niedziela po Narodzeniu Pańskim
Syr 24,1-2.8-12
Ef 1,3-6.15-18
J 1,1-18

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego - którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali - łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył.
„ Wszystkim tym jednak, którzy je przyjęli, dało moc, aby stali się dziećmi Bożymi” /J 1, 12/

W czasach seminaryjnych miałem okazję przewodniczyć jednej z grup studenckich, podczas Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej, która od stuleci nieprzerwalnie wędruje każdego roku do stóp Jasnogórskiej Pani. Podczas jednego z etapów, w ramach rozważania zadałem młodzieży praktycznie równej mi wiekiem pytanie: O co prosiłbyś Chrystusa, gdyby przyszedł znów na ziemię i stanął przed tobą? Odpowiedzi były bardzo ciekawe i zróżnicowane. Gdyby Chrystus przyszedł na ziemię i stanął przede mną, prosiłbym Go: - By spojrzał na mnie. – By zmienił moje serce.
- O dar pokory Jemu podobnej. – O wiarę dla mnie i dla wszystkich ludzi. – By nauczył mnie modlić się .- O siłę, by zostawić wszystko i pójść za Nim.
- Bym mógł Go kochać. Zaś jedna ze studentek odpowiedziała: - Gdybym miała Chrystusa przed sobą, rzuciłabym się do Jego stóp i uwielbiałabym Go słowami „ Mój Panie i Mój Boże, zmiłuj się nade mną”! Bowiem mając Jezusa przed sobą nie stawia się Mu pytań, tylko się Go adoruje.
Jakże głęboka odpowiedź tej młodej dziewczyny: „ Mając Chrystusa przed sobą, nie stawia się Mu pytań, tylko się Go adoruje”. My także kochani mamy pośród siebie Chrystusa. Przeżywamy przecież okres Bożego Narodzenia a także comiesięczny dzień ogólnej spowiedzi przed Panem Jezusem ukrytym w Najświętszym Sakramencie Ciała i Krwi Chrystusa. A więc uklęknijmy i adorujmy Chrystusa, Boże Słowo, które stało się Ciałem. Tym bardziej, Ze słyszeliśmy przed chwilą jeden z najpiękniejszych fragmentów Ewangelii, Prolog św. Jana Ewangelisty. To co napisał św. Jan w czytanym dziś Prologu, można byłoby spokojnie nazwać Manifestem Boże Mądrości i Bożego Miłosierdzia względem nas ludzi. W Prologu tym streszczona jest cała Historia Zbawienia. Historia Boga, który szaloną miłością ukochał ludzi – swoje stworzenie, Ze Syna swego Jednorodzonego zesłał, aby dokonał naszego zbawienia.
Radujmy się kochani i adorujmy dziś Chrystusa, Wcielonego Syna Bożego, który przyszedł na świat i przebywa między nami. Zawsze możemy słuchać Jego głosu. Wystarczy tylko nastawić uszu. Głos ten siostry i bracia w postaci Ewangelii rozbrzmiewa ponad dwa tysiące lat. Czy staramy się kochani pilnie go słuchać? Czy przyjmujemy to co Chrystus nam mówi? Czy staramy się żyć według Jego Świętej Nauki?
Chrystus stał się człowiekiem i przebywa pośród nas szczególnie podczas każdej Mszy świętej. Każdego dnia jest do naszej dyspozycji i pragnie, abyśmy karmili się Jego Przenajświętszym Ciałem i gasili pragnienia naszych dusz Przenajdroższą Jego Krwią. Kochani. Czy umiemy docenić tę wielką łaskę? Czy przyjmujemy Go często do naszych serc i dusz? Jeżeli nie, to ostrzeżeniem niech będą dla nas słowa z dzisiejszej Ewangelii mówiące o odrzuceniu Chrystusa: „ Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli”. Synowie narody żydowskiego odrzucili Chrystusa i przygotowali mu krzyż na Kalwarii. A jak jest kochani z nami? Czy robimy wszystko co jest możliwe, aby zawsze Chrystusa przyjmować, aby nie znaleźć się w gronie tych, którzy Go odrzucają i zamykają przed nim swoje serca? Okres Bożego Narodzenia jest najdrożsi doskonałą okazją do tego, aby zbadać swoje sumienie i życie aby się nawrócić.
„ Wszystkim tym, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tymi, którzy wierzą w imię Jego”. Nagrodą za przyjęcie Jezusa jest uczestnictwo w Jego Boskim życiu, dziecięctwo Boże, które w Chrystusie ofiaruje nam Bóg. Czy kochani należycie cenimy sobie ten zaszczyt? To niech każdy z nas odpowie we własnym sumieniu.
Jest zatem Kogo adorować! Jest za co dziękować! Jest nad czym siostry i bracia rozmyślać w tym świątecznym okresie. Naszą modlitwę uwielbienia, dziękczynienia i adoracji możemy spokojnie wyrazić słowami św. Pawła Apostoła Narodów z dzisiejszej drugiej lekcji. „ Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana Naszego Jezusa Chrystusa, który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli i ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym”.
Wpatrują się dziś kochani z wiarą i miłością w leżące a żłóbku Boże Dziecię, módlmy się słowami przepięknej staropolskiej kolędy:
„ Cóż nam niebo, nad ziemiami? Bóg porzucił szczęście swoje, wszedł między lud ukochany, dzieląc z nim trudy i znoje. Nie mało cierpiał nie mało, żeśmy byli
winni sami. A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami.
W nędznej szopie uradzony, żłób Mu za kolebkę dano! Cóż jest, czym był otoczony? Bydło, pasterze i siano. Ubodzy nam to spotkało, witać Go przed bogaczami! A Słowo Ciałem się stało i mieszało między nami. Podnieś rękę Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą, w dobrych radach i w dobrym bycie, wspieraj jej siłę swą siłą. Dom nasz i majętność całą i wszystkie wioski z miastami. A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami”.

AMEN 

1 STYCZNIA 2015
Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki, Maryi
Lb 6,22-27
Ga 4,4-7
Łk 2,16-21

Pasterze pośpiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane. Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie [Matki].

28 GRUDNIA 2014
NIEDZIELA Świętej Rodziny: Jezusa, Maryi i Józefa
Syr 3,2-6.12-14
Kol 3,12-21
Łk 2,22-40

Gdy upłynęły dni Ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela. A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostawała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta - Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

26 GRUDNIA 2014
Drugi dzień w oktawie Narodzenia Pańskiego, święto św. Szczepana, pierwszego męczennika
Dz 6,8-10;7,54-60
Mt 10,17-22
Jezus powiedział do swoich Apostołów: Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

25 GRUDNIA 2014
Narodzenie Pańskie
Msza w dzień
Iz 52,7-10
Hbr 1,1-6
J 1,1-18

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o Światłości. Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali - łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył.

24 GRUDNIA 2014
Wigilia Narodzenia Pańskiego
Msza w nocy
Iz 9,1-3.5-6
Tt 2,11-14
Łk 2,1-14

W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie. I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania.

21 GRUDNIA 2014
IV NIEDZIELA ADWENTU
2 Sm 7,1-5.8b-12.14a.16
Rz 16,25-27
Łk 1,26-38

W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.
„ Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”
( Łk 1,38)
Pewnej nocy w Łobzowie na przedmieściach Krakowa zapalił się nieoczekiwanie domek jednorodzinny. Właściciele uciekając w popłochu nie zauważyli, że ich najmłodsze dziecko gdzieś się zapodziało; pięcioletni Jacuś uciekł w ostatniej chwili na poddasze. Gdy cały dom mimo szybkiej i sprawnej akcji straży pożarnej stanął w płomieniach, jakakolwiek pomoc z zewnątrz nie miała szans. Nagle u góry na poddaszu otwiera się małe okienko, staje w nim mały Jacuś i woła rozpaczliwie o ratunek. Ojciec rozkazuje krótko: skacz! Chłopiec widzi jednak tylko dym i płomienie, boi się, ale słyszy głos ojca odpowiada: - Tatusiu, ja ciebie nie widzę! Ale ja ciebie widzę, krzyczy z całej siły ojciec. Skacz. I chłopiec skoczył prosto w ratujące ramiona ojca.
Kochani, uważam, że powyższa historia jest znakomitym wprowadzeniem w ducha dzisiejszych czytań, szczególnie w ducha Ewangelii. 
Tak jak ten pięcioletni chłopiec zawierzył i zaufał słowom swego ojca, tak również Maryja i Józef zawierzyli całkowicie i zaufali słowom Boga. A zawierzyć i zaufać Bogu w ich przypadku było niezwykle trudno. Tak jak mówi dzisiejsza Ewangelia, Maryja usłyszała od Boga rzeczy niesłychane, trudne do uwierzenia. Posłaniec Boży, Archanioł Gabriel oznajmił Jej, że pocznie i porodzi Syna Bożego i że stanie się to za sprawą Ducha świętego. Jak wielką wiarę musiała mieć ta młoda izraelska dziewczyna, że uwierzyła w tę niezwykle trudną do uwierzenia prawdę. Maryja zaufała Bogu i stało się tak jak jej oznajmił anioł.
Ale jak wytłumaczy swemu oblubieńcowi, Józefowi, że jest w stanie błogosławionym? Czy uwierzy, że stało się to za sprawą Ducha św., a nie za sprawą jakiegoś mężczyzny? Maryi musiało być niezwykle ciężko na sercu. 
Niekiedy wydaje się nam kochani, że ludzie wybrani przez Boga do nazwijmy to do „ zadań specjalnych”, cieszą się Jego specjalnymi względami, specjalną opieką. Nic bardziej mylnego. W rzeczywistości kochani jest całkiem inaczej. Ci ludzie muszą borykać się z przeróżnymi kłopotami i problemami nawet o wiele większymi niż przeciętny człowiek. Ci ludzie w szczególny sposób narażeni są na ciągłe ataki szatana. 
Jak mówi Ewangelia, Józef widząc Maryję w takim stanie chciał od niej potajemnie uciec, chciał ją opuścić. Dopiero ukazanie się mu we śnie anioła, który wszystko mu wyjaśnił, powstrzymało go od tego kroku. Józef zawierzył i zaufał Bogu i przyjął Maryję do swego domu jako małżonkę. 
Egzamin z zawierzenia i zaufania Bogu nie kończy się jednak da Miriam i Józefa w tym miejscu. Można pokusić się na stwierdzenie, że w tym momencie dopiero się zaczyna.
W chwili wypowiedzenia słów: „ Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”, ta czternastoletnia dziewczynka na pewno nie wiedziała, jak wiele te słowa będą znaczyć i jak wiele będą ją kosztować. Podobnie cieśla Józef nie przewidywał trudności i kłopotów, które miały być ich udziałem; ich wędrówka do Betlejem, bezskuteczne szukanie miejsca na nocleg, narodzenie się Jezusa w grocie służącej jako stajnia, ucieczka do Egiptu, nienawiść do Jezusa uczonych w Piśmie i faryzeuszy, śmierć Jezusa na krzyżu… to tylko kochani niektóre z nich. Czyli jedno wielkie pasmo udręk i kłopotów, w czasie którego po ludzku rzecz biorąc, wiele razy można by było stracić cierpliwość i „ podziękować Bogu za takie specjalne względy”. Jednak we wszystkich tych sytuacjach Miriam i Józef całkowicie wierzyli i ufali Bogu.
Również i nam kochani życie nie szczędzi takich sytuacji, w których nasza wiara i zaufanie Panu Bogu wystawione są na ciężkie próby. Jak niezwykle ciężko jest wierzyć i ufać Bogu młodemu człowiekowi, który dowiedział się, że jest ciężko chorym i lekarze nie dają mu żadnych szans na wyzdrowienie. Jak ciężko jest wierzyć i zaufać Panu Bogu dzieciom, których matka zginęła w nieszczęśliwym wypadku. Przecież była im tak bardzo potrzebna i mogła jeszcze długo żyć. Jak trudno jest wierzyć i ufać Bogu matce i żonie, której mąż jest nałogowym alkoholikiem i nic nie jest w stanie zmienić tego człowieka. Podobnych, trudnych sytuacji, których nie szczędzi nam życie, można by wyliczać bez końca. 
Właśnie w takich trudnych sytuacjach naszego życia powinniśmy z wiarą przypominać sobie Maryję i Józefa. Im też trudno było zrozumieć dlaczego Bóg ich doświadcza, tym niemniej ufali Bogu, wierząc, że On wie co robi, wierząc, że Bóg ma w tym wszystkim swój powód. Wierzmy i ufajmy kochani, że Bóg wie co robi i zna powód dlaczego to robi, również i my, wtedy gdy życie doświadcza nas nieszczęściami i kłopotami.
Czas Adwentu to nie tylko czas oczekiwania na przyjście Chrystusa, ale to również czas przygotowania. Wpatrując się dziś drodzy siostry i bracia, w tę czwartą niedzielę Adwentu, w przykład Maryi i Józefa odnówmy naszą wiarę i zaufanie w Boga, który nie tylko przychodzi, aby nas zbawić, ale jest również blisko nas w każdej dobrej i złej chwili naszego życia po to, aby nam pomagać.
Zakończmy kochani nasze dzisiejsze rozważania modlitwą. Bardzo proszę modlić się ze mną w ciszy.
Panie, naucz nas ufać Ci, tak jak ufała Ci Maryja, kiedy Archanioł Gabriel zwiastował jej, że za sprawą Ducha świętego pocznie Syna Bożego. Panie naucz nas ufać Ci, tak jak ufał Ci Chrystus, Twój Syn, który umierając na krzyżu modlił się: „ Ojcze w Twoje ręce powierzam ducha mojego”.
Amen 

14 GRUDNIA 2014
III NIEDZIELA ADWENTU

Iz 61,1-2a.10-11
1 Tes 5,16-24
J 1,6-8.19-28

Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: Kto ty jesteś?, on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: Ja nie jestem Mesjaszem. Zapytali go: Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem? Odrzekł: Nie jestem. Czy ty jesteś prorokiem? Odparł: Nie! Powiedzieli mu więc: Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie? Odpowiedział: Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz. A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem? Jan im tak odpowiedział: Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała. Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.


„Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się!”

( Flp 4,4)


Analizując dzisiejszą liturgię słowa przypomniała mi się historia pana Władka i jego rodziny, którzy byli mieszkańcami pewnej małej wioski niedaleko Myślenic.

Mieszkańcy wsi nazywali go „szalonym” Władkiem z powodu częstego
upijania się alkoholem i robienia awantur. Pan Władek żył wraz z rodziną na
małym gospodarstwie, którego właścicielem była jego owdowiała mama. Jego na wpół kaleki brat i mama wykonywali prawie wszystkie prace na gospodarstwie z tego powodu, że Władek rzadko był trzeźwy. Najbardziej z powodu jego pijaństwa cierpiała jego żona i czwórka dzieci. Nie tylko bowiem brakowało w domy pieniędzy na jedzenie i ubranie, ale również ich życie w domu z powodu ciągłych kłótni i przekleństw przypominało istne piekło. Dodatkowo niektórzy ludzie wyśmiewali ich z powodu ekscesów jakie wyprawiał we wsi „ szalony” Władek.

Pewnego dnia jadąc na rowerze po pijanemu został z własnej winy potrącony przez samochód. Obrażenia były tak poważne, że trafi do kliniki w Krakowie. Pobyt w szpitalu pozwolił mu wytrzeźwieć choćby na kilka dni. W czasie jednej z wizyt opiekujący się nim lekarz powiedział mu, „ że w tym wypadku miał szczęście. Następnym razem może nie mieć takiego szczęścia; albo zostanie zabity, albo może być powodem śmierci kogoś innego”. Jak tylko mógł, lekarz perswadował mu, że powinien skończyć z piciem. Wiedząc również, że Władek stara się być człowiekiem wierzącym, namawiał go do szukania pomocy w walce z nałogiem w praktykach religijnych. Pod wpływem dobrych rad lekarza i na skutek gorliwej modlitwy Władek przestał pić, pojednał się z Panem Bogiem, zaczął regularnie uczęszczać na Mszę św. i inne nabożeństwa. Walcząc ze sobą powoli zmieniał się z nieszczęśnika opętanego przez alkoholizm w dobrego i
troskliwego ojca i męża. Trudno sobie nawet wyobrazić radość i szczęście jego żony i dzieci po tej cudownej przemianie.

Tak jak smutne i nieszczęśliwe było życie owego „szalonego” Władka i jego rodziny dopóki pozostawał w jarzmie nałogu, tak również smutnymi i nieszczęśliwymi czuli się mieszkańcy Judei i Jerozolimy z powodu swoich upadków. Jak mówi dzisiejsza Ewangelia, aby odzyskać prawdziwe szczęście i radość, szli tłumnie do Jana Chrzciciela, aby przyjąć chrzest nawrócenia i wyznać swoje grzechy.

Wszyscy tęsknimy za prawdziwym szczęściem i radością. Podobno kiedyś wielki poeta Dante stanął późnym wieczorem przed furtą klasztorną, zapukał i na pytanie: czego puka o tak późnej porze, odpowiedział: „Szukam radości!”

Szukamy jej i my –kochani! Na pewno niepokoić musi fakt, że coraz mniej jest wśród nas ludzi radosnych i szczęśliwych. Dlaczego tak się dzieje kochani? Ktoś mądrze zauważył, że z każdym rokiem jest w niektórych domach więcej wygód, ale coraz mniej szczęścia i radości. Jest to dowód na to, że ludzie szukają szczęścia i radości ram, gdzie znaleźć ich nie można.

Komuś się wydaje, ż prawdziwe szczęście i radość polegają na byciu bogatym, posiadaniu „grubej” kasy na koncie w banku, luksusowego samochodu czy wygodnie urządzonego domu. Nic bardziej mylnego. Żyje na świecie wielu ludzi bogatych a wręcz bardzo, bardzo bogatych, a przy tym bardzo smutnych i bardzo nieszczęśliwych. Świetną obserwacją życia wykazał się Władysław Fedorowicz, kiedy napisał:

„ Bez majątku wiele do szczęścia brakuje, a z majątkiem jeszcze więcej do
szczęścia przeszkadza”.

Mamy tego dowody kochani, że szczęście i radość nie są również udziałem ludzi na wysokich stanowiskach, posiadających w ręku władzę. Wystarczy przeanalizować historię życia niektórych rządzących tym światem, aby przekonać się, że pomimo piastowania władzy byli bardzo smutnymi i
nieszczęśliwymi ludźmi.

Gdzie zatem mamy szukać prawdziwego szczęścia i radości? Częściową
odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć w dzisiejszych czytaniach. W nich to dzisiaj rozbrzmiewa nuta prawdziwej radości. W pierwszym czytaniu słyszymy słowa proroka Izajasza: „ Ogromnie wesele się w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim”. Jeszcze radośniej brzmi dzisiejszy psalm. Jest nim „ Magnificat”, hymn uwielbienia i radości, który wyśpiewała Bogu Maryja w czasie odwiedzin u św. Elżbiety. Zaś św. Paweł kieruje do Tesaloniczan słowa: „ Zawsze się radujcie…”.

Musimy sobie kochani raz na zawsze uświadomić i zapisać głęboko w sercu,
że chrześcijaństwo jest religią radości. Mamy się zawsze radować pamiętając o tym, jak bardzo Bóg nas umiłował. To z miłości każdego z nas On stworzył i nieustannie podczytuje przy życiu. Stworzył dla nas przecudowny świat i otoczył nas kochanymi ludźmi. Aby uczynić nas swoimi przybranymi dziećmi i aby nas zbawić zesłał na ziemię swego jednorodzonego Syna. Właśnie tę radosną pamiątkę zstąpienia Syna Bożego na ziemię będziemy niedługo świętować. Jest się zatem z czego cieszyć.
Musimy jednak uświadomić sobie kochani, że istnieje wiele przeszkód do
tej radości i tego szczęścia, a największą są: zło, fałsz, nienawiść, obłuda
panujące na tym świecie. Sięgnijmy kochani do naszego własnego doświadczenia i zapytajmy siebie: czy spotkaliśmy kiedykolwiek szczęśliwego egoistę, pijaka, narkomana, oszusta…? Każdy grzech uśmierca nasze wewnętrzne szczęście, radość, czyniąc nas smutnymi i nieszczęśliwymi.
Smutne zatem i nieszczęśliwe będzie życie każdego człowieka, dopóki się nie nawróci nie wyznawszy swoich uczynków zła i nie zbliży się do Boga. Prawdziwe bowiem szczęście i radość polega na Jego bliskości. Tak jak mieszkańcy Judei i Jerozolimy przychodzili do Jana Chrzciciela, aby wyznać swoje grzechy, tak również i my przychodzimy do naszej ubogiej świątyni z najodleglejszych krańców naszego miasta, wyznając w sakramencie pojednania nasze słabości i przewiny. Chrystus, którego oczekujemy i który wkrótce do nas przyjdzie bowiem chce przyjść do czystych serc, aby przynieść nam prawdziwe szczęście i prawdziwą radość.
Zakończmy kochani nasze rozważania słowami przepięknej starej pieśni:

„ Weselcie się ziemskie strony!

Opuściwszy niebios trony, Bóg idzie na te niskości,

Z niewysłowionej swej litości.

Weselcie się wszyscy święci!
I wy ludzie smutkiem zdjęci; idzie na świat
Odkupiciel, strapionych wszystkich Zbawiciel”.
AMEN

30 LISTOPADA 2014
I NIEDZIELA ADWENTU
Iz 63,16b-17.19b;64,3-7
1 Kor 1,3-9
Mk 13,33-37
Jezus powiedział do swoich uczniów: Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!

23 listopada 2014 r.
XXXIV Niedziela zwykła
Uroczystość Chrystusa Króla

Ez 34, 11-12. 15-17
1 Kor 15, 20-26. 28
Mt 25, 31-46



„ Zaprawdę powiadam wam: wszystko co uczyniliście jednemu z tych braci moich
najmniejszych, Mnieście uczynili”.

„Król i żebrak” to znana przepiękna powieść, która pewnie nie jednemu jest znana a którą napisał Mark
Twain. Opisuje on w niej historię dwu chłopców, którzy żyli około trzysta lat temu w Anglii. Chłopcy ci byli nie tylko dobrymi przyjaciółmi, ale byli też do siebie tak bardzo podobni z wyglądu, że wyglądali jak bliźniacy. Jednym z tych chłopców był następca tronu Edward,
książę Walii, a drugim Tomek Canty pochodzący z rodziny nędzarzy.

Pewnego dnia, dla dowcipu, chłopcy
postanowili zamienić się rolami. Edward przebrał się w nędzne łachmany Tomka, a Tomek przywdział bogate szaty książęce swego przyjaciela. Przebrany w łachmany Edward zaczął błąkać się wśród londyńskiej biedoty, żebrząc o kawałek chleba. W tym samym czasie Tomek
zażywał wszelkich przyjemności związanych z życiem na dworze królewskim jako książę i przyszły władca monarchii. Jednak nadszedł czas kiedy chłopcom
znudziła się zabawa i każdy chciał wrócić do swojej postaci i do swego środowiska. Lecz jak się okazało nie było to takie łatwe. Kiedy ubrany w łachmany Edward oznajmił, straży miejskiej, że jest księciem, żołnierze roześmiali się w nos i zamknęli go w lochu.
Historia kończy się jednak pomyślnie. Po wielu kłopotach Edwardowi udaje się przekonać dostojników państwowych, że to on jest prawdziwym księciem.

Kiedy Edward został koronowany na króla
Anglii, stał się dzięki tym przeżyciom i
doświadczeniom i miłosiernym królem.

Powyższa historia, drodzy siostry i bracia
przypomina inną, o wiele ważniejszą historię, która dokonała się ponad dwa tysiące lat temu. Chrystus, Jednorodzony Syn Boży przybrawszy ludzką postać narodził się na ziemi. Stał się człowiekiem. Przywdział się w nasze ubogie ludzkie ciało. Przyszedł na świat po
to, aby podzielić się z nami swoim boskim życiem, przyodziać nas w królewską szatę łaski uświęcającej.

Dzięki temu, że Chrystus Syn Boży stał się człowiekiem, poznał wszystkie tajemnice naszej niełatwej ludzkiej egzystencji. Stał się solidarny i współczujący z tymi
wszystkimi, którzy cierpią. Chrystus, Sny Boży doświadczył co to znaczy być głodnym, spragnionym. Co znaczy odczuwać zimno. Poznał gorzki smak ludzkich
łez. Cierpiał tu na ziemi tak jak każdy z nas. A nawet o wiele więcej jak każdy z nas, ponieważ nikt z nas – mam nadzieję, nie musiał urodzić się w stajni i leżeć w nędznym żłobie i nikomu z nas – póki co nie grozi śmierci na drzewie hańby czyli na krzyżu. Tak jak królewicz ze wspomnianej na początku opowieści Pan Jezus doświadczył co to znaczy rozumieć i kochać tych, którzy cierpią i potrzebują pomocy drugiego człowieka.

Nie powinien zatem nikogo a szczególnie
kapłanów dziwić dzisiejsza Ewangelia, w której Chrystus wyraźnie mówi jaka ma być nasza droga i co mamy czynić: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili”.
„ Byłem głodny… spragniony, chory, w więzieniu”. Co uczyniliśmy, albo czego nie uczyniliśmy – jednemu z tych najmniejszych – uczyniliśmy, albo nie uczyniliśmy
samemu Chrystusowi. W ten sposób kochani utożsamia się Chrystus z każdym biednym i potrzebującym.

Nasz król jest biedny, głodny, spragniony!
Co czynimy, drodzy siostry i bracia! Co takiego czynimy bracia kapłani, aby Mu ulżyć? Kiedy ostatnio nakarmiliśmy głodnego? Kiedy ostatnio zaopatrzyliśmy w odzież człowieka, któremu tej odzieży
brakowało? Kiedy ostatnio odwiedziliśmy kogoś w szpitalu, w więzieniu? Nie myślmy tu tylko o tych, którzy odbywają karę za swoje niegodne postępowanie.
Pomyślmy tu o tych wszystkich ludziach, którzy oddzieleni są od nas kratami samotności, smutku, niezrozumienia, rozpaczy. Czy staramy się czynić cokolwiek dla tych, którzy są przez innych zranieni duchowo, odrzuconych, niechcianych,
nierozumianych, niekochanych? Jeśli nie
czynimy nic, albo bardzo mało, to możemy kiedyś usłyszeć przerażające słowa Chrystusa: „ Idźcie przeklęci w ogień wieczny przygotowany diabłu i jego aniołom”.

Zakończmy kochani nasze rozważania modlitwą
do Chrystusa, Króla Wszechświata:

Chryste otwórz nasze oczy, abyśmy dostrzegali Twoje oblicze w twarzach ludzi biednych i potrzebujących. Otwórz nasze serca, abyśmy mogli nakarmić Ciebie, kiedy jesteś głodny; przyodziać Ciebie kiedy jesteś nagi; przygarnąć Ciebie, kiedy jesteś bezdomny, A kiedy nasze życie się skończy i staniemy przed Tobą twarzą w twarz,
wyciągniesz do nas Twoje dłonie i powiesz: „ Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźmijcie w posiadanie królestwo, przygotowane nam od założenia
świata”.

AMEN
Własna strona www za darmo - sprawdź